A miałam być tak piękna…

Ja to jednak jakaś dziwna jestem. Trafił się nam wspólny, wolny dzień. Ostatni raz taką okazję mieliśmy w święta Bożego Narodzenia. Nie trzeba było się zrywać skoro świta niiiiiiigdzie, ani do pracy, ani do szkoły. Mówię Wam- pełen luz.
Plan był taki, że śpię do 10 rano. Nikt ani nic nie ściągnie mnie z łóżka. Nawet nie ma takiej opcji. Mąż przynosi mi śniadanie do owego łóżeczka, bo przecież leżę w nim i pięknieję z każdą minutą snu.
Plan planem, ale co poradzić jak już obudziłam się po 6 rano. No żeż mać do jasnej anielki!!! Po rundce do łazienki i stwierdzeniu, że w domu panuje grobowa cisza, weszłam pod kołdrę realizować plan. Próbowałam sobie wmówić, że ja jednak dalej śpiąca jestem, toć przecież codziennie mam ogromny problem , gdy słyszę budzik. Usilnie wmawiając swoim powiekom, że sen to jest to czego właśnie potrzebują, przeleżałam godzinę. Wiercąc się i kręcąc z boku na bok, doszłam do wniosku, że to jednak nie ma żadnego sensu. Wstałam we wspólny, wolny dzień skoro świt…. Czemu to nie mogę jak każdy normalny człowiek pospać trochę dłużej? No czemu?- ja się pytam.
Mówią, że im dłużej śpisz tym jesteś piękniejsza. Tak, że ten tego są dwa przypuszczenia:
1. Albo jestem już tak cudownie, obłędnie i bosko piękna, że sen nie jest mi już do niczego potrzebny,
albo
2. Tej twarzy już żaden sen nie pomoże.
I tak właśnie zerkam do lusterka i się zastanawiam, którą opcję wybrać…

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.